Stowarzyszenie Energetyków Polskich zostało sponsorem głównym imprezy "Busem po Europie"

A oto relacje uczestników



WPIS Z 16 LIPCA

Witajcie koleżanki i koledzy,
dotychczas wklejaliśmy zdjęcia a nic nie pisaliśmy, więc czas to zmienić. Mieliśmy początkowo małe problemy z dostępem do internetu ale jest już dobrze. Naszym pierwszym celem wyprawy był Berlin, spędziliśmy tam cały dzień. Rozpoczęliśmy zwiedzanie po uprzednim krótkim noclegu pod miastem. Smakowaliśmy tam niemieckiego piwa, odbyliśmy sentymentalną podróż wokół muru... berlińskiego, zwiedzaliśmy największe atrakcje takie jak Brama Branderburska czy Reichstag. Oczywiście pierwszy dzień to pierwsze problemy, mieliśmy je i my, ale zostawimy je dla siebie 2 dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Heide Parku czyli parku rozrywki pod Hamburgiem. Gorąco polecamy to miejsce, było tam kilka naprawdę ekscytujących rollercosterów. Największe wrażenie zrobił na nas potężny, drewniany Collosos. Małym błędem z naszej strony było pójście na pierwszy ogień na wodny rollercoster po którym wyszliśmy mokrzy, ale szybko wysuszyły nas inne atrakcje. Nogi nam się uginały nieraz, ale duma nas rozpiera, gdyż mimo strachu zwiedziliśmy najstraszniejsze kolejki. Cena parku rozrywki to ok. 30 € na osobę, kupując bilet wcześniej przez internet można go zdobyć jeszcze taniej. Pokonując Niemcy nie możemy nie wspomnieć o autostradach. Cóż miejmy nadzieję, że takie drogi kiedyś będą u nas. Po niemieckich drogach jeździ się wspaniale, nasi kierowcy byli zachwyceni, a i czasu dzięki nim udało się nam zaoszczędzić. W Holandii zatrzymaliśmy się u dobrej duszy, która ugościła nas dwoma noclegami co po dwóch nocach na biwakach i prowizorycznych, ręcznych prysznicach było dla nas zbawieniem. Kolejny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania Amsterdamu, poznaliśmy to miasto i od strony życia dziennego jak i nocnego. Cóż różni się on pod tym względem diametralnie. Miasto ogólnie rzecz biorąc jest piękne, mnóstwo kanałów, rowerów i najróżniejszych kultur. Wędrując uliczkami można wręcz odlecieć wdychając jedynie opary unoszące się nad miastem Amsterdam po prostu emanuje wolnością oraz niezależnością, również i nam się udzielił ten klimat Jest to miasto jedyne w swoim rodzaju. Na odchodne postanowiliśmy zobaczyć stadion Ajaxu, wejściówka 12,50 € nas jednak zniechęciła. Dla zainteresowanych koszulka klubowa 80 €. Na koniec warto dodać, że Adrianowi przybiliśmy nową ksywkę, jest on od dzisiaj Luigim a Jacek odkrył w sobie talent kulinarny, więc będzie nam gotował przez całą wyprawę Wtorek poświęciliśmy na zwiedzanie Hagi. Klimatyczne miasto z mnóstwem zabytków, warto zajrzeć na Chińską Dzielnicę i zjeść sajgonkę Polecamy odwiedzić rycerski pałac z salą tronową – podobno warto Między czasie byliśmy również w miasteczku Delft. Idealne miejsce na romantyczny spacer pięciu przyjaciół (w końcu Holandia ). Właśnie jesteśmy w Rotterdamie, zaliczyliśmy stadion Feyenordu oraz sześcienne domy w dzielnicy Blaak. Podsumowując, słyszeliśmy, że Holendrzy to naród wysokich ludzi i cóż… sprawdziliśmy to, zmierzyliśmy wszystkich i rzeczywiście to prawda Czas na nas, skleiliśmy tego posta dla was na środku ulicy. Od teraz postaramy częściej pisać jeśli warunki pozwolą. Jesteśmy w kontakcie, trzymajcie się

WPIS Z 18 LIPCA
Witamy ponownie,
Udało nam się jakimś cudem znaleźć McDonalda w centrum Brukseli, więc znów możemy do Was napisać. Cofnijmy się jednak kilka dni do wyjazdu z Rotterdamu. Późnym wieczorem dotarliśmy do Belgii i postanowiliśmy się zrelaksować mając na uwadze fakt, iż Paweł obchodził po raz piąty 18 urodziny Dziwnym trafem rozbiliśmy się 100 metrów od morza, więc mieliśmy dużą wannę. Następny dzień ...rozpoczęliśmy od zwiedzania Wystawy Figur z piasku, kosztować nas to miało 55 euro, zapłaciliśmy jednak 45 euro… do dzisiaj nie wiemy dlaczego Wrażenie z tego miejsca były różne, na jednych zrobiło wrażenie na innych nie do końca. Po wystawie poszliśmy odpocząć na belgijskiej plaży. Po południu udaliśmy się do Antwerpii, którą zwiedzaliśmy kilka godzin. Zjedliśmy najdroższy obiad w życiu, świętując Pawła urodziny Antwerpia zrobiła na nas duże wrażenie, jest to świetne miejsce na romantyczny weekend, m.in. Paweł był tak oczarowany tym miastem, że oświadczył się Patrykowi Po Antwerpii nadszedł czas na znalezienie miejsca do rozbicia naszych namiotów. Wydawało nam się, że miejsce jest idealne, tak samo myśleli belgijscy policjanci budząc nas przed ósmą ( nawet we Wronkach nas tak wcześnie nie budzili ). Dzięki naszym zdolnościom dyplomacji udało nam się wybrnąć z sytuacji, niestety Panowie nie zgodzili się na zdjęcie Po tym incydencie udaliśmy się do Brukseli o czym wiecie. Kolejna relacja niebawem, trzymajcie kciuki!
Do następnego razu

WPIS Z 26 LIPCA
Witamy po długiej przerwie, mimo przeszkód jedziemy dalej. Z Antwerpii udaliśmy się do Brukseli. Miejsce parkingowe znaleźliśmy pod akademikami. Stolica Belgii tak jak się spodziewaliśmy okazała się miastem białych kołnierzyków, ilość instytucji europejskich była dla nas oszałamiająca. Patryk jako krytyk UE nie był zbyt szczęśliwy zwiedzając miasto, ale reszcie ekipy się ono podobało. Bruksela og...ólnie rzecz biorąc posiada bardzo ładny rynek, na którym można zjeść najróżniejsze owoce morza. Trochę zdziwił nas Mannneken Pis czyli największa atrakcja stolicy – oczekiwaliśmy dużej fontanny a naszym oczom ukazał się małych rozmiarów chłopczyk W mieście trzeba uważać na rowerzystów – nie ma ich tylu jak w Holandii ale mimo to, dla Polaków ich ilość może robić wrażenie. Następnym naszym celem był Luksemburg. Pierwotnie głównym czynnikiem wjechania do tego kraju było tanie paliwo Jednak w trakcie planowania wyprawy stwierdziliśmy, że grzechem byłoby nie udanie się do tego historycznego miasta. Warto w nim spróbować lokalnego piwa, nazw już nie pamiętamy Miasto leży w przepięknej, malowniczej scenerii, różnica między górną częścią miasta a najniższymi punktami wynosiła spokojnie ponad 50 metrów. Tych widoków jednak nie da się opisać, trzeba je po prostu zobaczyć na własne oczy. W samym Luksemburgu spodziewaliśmy się przytłaczających nasze kieszenie cen. W końcu to właśnie tutaj są jedne z najwyższych zarobków w Europie. Na szczęście ceny były takie jak w poprzednich krajach. Koniec końców coś nam w portfelach zostało więc mogliśmy kontynuować wyprawę Z Luksemburga udaliśmy się w kierunku Paryża, duża aglomeracja to i problem z rozbiciem namiotu. Nawet 60 km od miasta mieliśmy trudności ze znalezieniem odpowiedniego miejsca. Na szczęście spotkaliśmy życzliwego Francuza Nicolasa wraz z żoną Przywitali oni nas francuskimi ciasteczkami, a ich polską wódeczką. Po intensywnej nocy i francuskim śniadaniu udaliśmy się już bezpośrednio do Paryża. Ludzie, którzy widzieli tylko turystyczne centrum tego miasta mogliby się zdziwić gdyby zobaczyli co się dzieje na obrzeżach stolicy. Tak się właśnie zdarzyło, że do Paryża wjeżdżaliśmy od strony dzielnic imigrantów. Syf i brud tam panujący totalnie nas zszokował, żaden z nas nie spodziewał się, że tak mogą wyglądać obrzeża jednej z największych metropolii Europy. Ciekawe czy ktoś w ogóle to czyta Samo zwiedzanie było miłym doświadczeniem. Centrum miasta było piękne, wielkie wrażenie na wszystkich zrobiła wieża Eiffle’a. Zjedzona pod nią bagietka miała dla Adriana szczególny smak. Paryż szczególnie pięknie się prezentował ze wzgórza Montmarte – wszystkim polecamy. Podczas drugiego dnia zwiedzania przyszedł czas na mały chillout, jako to zwykle z nami bywa po chwili zaczęli nas zaczepiać fotoreporterzy. Efektem tego był wywiad dla francuskiej telewizji spod Wieży Eiffle’a. Oprócz zabytków i budynków udało nam się zahaczyć o Setne Tour de France, wyjątkowym dla wszystkich przeżyciem było pomachanie kolarzom w tym jubileuszowym wyścigu. Ogólnie rzecz biorąc Paryż można zaliczyć jak najbardziej na plus, po mieście najlepiej poruszać się metrem, a jeżeli chodzi o Francuzów to jedno jest pewne nie porozmawia się z nimi po angielsku, nawet w centrum informacyjnym. Już jutro kolejna relacja. Au revoir!

WPIS Z 26 LIPCA
To znowu my wariaty! Zgodnie z obietnicą piszemy do was po raz kolejny. Po Paryżu przyszedł czas na słynące z winnic Bordeaux. Całej naszej podróży do tego miejsca towarzyszyła wysoka temperatura, zresztą już od Luksemburga podążał za nami 30 stopniowy upał. Po drodze natrafiliśmy na rozpościerające się na horyzoncie Francji Centralnej wiatraki, w trosce o sprawy Stowarzyszenia Polskich Energetykó...w postanowiliśmy je uwiecznić na kilku zdjęciach. Przechodząc już do Bordeaux obowiązkiem każdego turysty jest spróbowanie lokalnego wina, musimy przyznać, że jest świetne. Samą stolicę wina warto zobaczyć chociażby ze względu na Stare Miasto, które zostało docenione nie tylko przez nas. Również UNESCO po konsultacji z nami wyróżniło Starówkę i wpisało ją na listę światowego dziedzictwa – a to coś znaczy! Za bardzo rozpisać się o Bordeaux jednak nie możemy gdyż spędziliśmy tam tylko popołudnie, ale jedno jest pewne… wieczorna pora jest idealna do zwiedzania, miasto właśnie wtedy prezentuje się najlepiej. Kolejnym naszym celem na mapie była Hiszpania. Żeby się do niej dostać musieliśmy przejechać przez Pireneje, była to pierwsza duża próba dla naszego busika. Jeszcze przez ten masyw samochód przeszedł bez trudu, ale już bezpośrednio po San Sebastian w drodze do Bilbao doświadczyliśmy drobnej usterki . Klocki hamulcowe w górach grzały się niesamowicie, ale przerwa i trochę sprytu sprawiły, że mogliśmy kontynuować wyprawę. Warto w tym momencie wspomnieć o miłej niespodziance, która nas spotkała w San Sebastian. Właśnie tam po raz pierwszy mieliśmy okazję na własnej skórze przekonać się jak gościnni są Hiszpanie w regionie Baskonii. Jeden z nich widząc nasze nieogarnięcie na trasie o 2 w nocy zatrzymał nas i zaoferował pomoc. Prowadził on nas do plaży w San Sebastian i udzielił nam bardzo cennych informacji Chcielibyśmy dodać, że człowiek ten jeździł po mieście z dwójką dzieci śpiących w fotelikach na tylnich siedzeniach. Jeżeli chodzi o samo San Sebastian to znajduje się tam świetna plaża, gdzie bez problemu można wypić o 3 w nocy winko Biwak rozbiliśmy w okolicy Bilbao skąd bezpośrednio się udaliśmy do tego miasta, a w nim natrafiliśmy na strajk, chcieliśmy się do niego dołączyć ale nie wiedzieliśmy o co chodzi w tym proteście! Jest jedno miejsce, które jest obowiązkowe do zobaczenia, jest nim Muzeum Guggenheima. Futurystyczne jego kształty mogą szokować, oczywiście na plus. Spóźnialscy już nie zobaczą najstarszego stadionu w Hiszpanii czyli pochodzącego z 1913r. San Memes. Tegoroczne wakacje są ostatnimi kiedy można zobaczyć ten budynek gdyż na jego miejscu powstaje nowy stadion. Przechadzając się ulicami Bilbao nie sposób nie odczuć klimatu sportowego, który przeszywa to miasto na wylot. Mnóstwo jest barów i kawiarni w a nich ceny są iście studenckie. Można naprawdę tanio wypić piwko Motywem przewodnim tych barów jest klub piłkarski Athletic Bilbao. Za to obiad polecamy już zjeść w innym miejscu, dokładnie rzecz biorąc na klifach między Bilbao a Santander. Konkretnej lokalizacji miejsca nie potrafimy określić, odsyłamy do zdjęć Po obiedzie przyszedł czas na Portugalię, ale mieliśmy do niej jeszcze 600 km, więc trochę ta podróż potrwa. Już za 2 dni kolejna relacja, Hasta Luego!!

WPIS Z 1 SIERPNIA
Bom Dia!
Portugalia przywitała nas zgoła odmienną aurą niż wcześniejsze państwa, oczekiwaliśmy wysokich temperatur a tu psikus. Nie było gorąca… było idealnie. Wjechaliśmy na jej teren od strony północno-wschodniej zaglądając do parku narodowego Peneda-Geres. Nasze oczy raczyły tam piękne krajobrazy. To też właśnie tam Jacek udawał Karate Kida, a busik po raz kolejny przeżywał ciężkie chwile na w...ysokogórskich podjazdach i zjazdach. Pierwszym miastem, które zobaczyliśmy była Braga. Wjechaliśmy tam by obejrzeć wyjątkowy stadion piłkarski położony między skałami. Ogólnie rzecz biorąc nie zadomowiliśmy się tam na długo, gdyż naszym nadrzędnym celem tego dnia było zobaczenie miasta słynącego ze znakomitego wina czyli Porto. W tym o to miejscu widzieliśmy zaprojektowany przez Eiffla most łączący dwie strony miasta – biedną oraz bogatą. Po biednej stronie warto zajrzeć na starówkę. Jest to kolejne miejsce docenione przez UNESCO. Fascynujące w Porto jest to, że biedne dzielnice są znacznie bardziej intrygujące niż bogate dzielnice. Niestety nie możemy się z wami podzielić większą ilością zdjęć z tego miasta gdyż mimo zabrania ze sobą 3 aparatów fotograficznych żaden z nich nie radzi sobie z nocną porą. Po niemiłych doświadczeniach w górzystej, północnej części Portugalii zdecydowaliśmy się drogę do Lizbony pokonać autostradą. Coś tam czytaliśmy o tym, że podobno drogi nie są tu tanie, ale gdy po przejechaniu 160 km dostaliśmy rachunek opiewający na kwotę 23 euro stwierdziliśmy, iż jednak wolimy przemieszczać się bezpłatnymi drogami. To był nasz ostatni kontakt z portugalskimi autostradami Jeszcze przed Lizboną wjechaliśmy do Fatimy, gdzie szczęśliwie natrafiliśmy na polską mszę. Pomodliliśmy się za dalszą drogę i ruszyliśmy dalej. Do Lizbony wjeżdżaliśmy z dużymi oczekiwaniami, w końcu stolica byłej potęgi kolonialnej musiała robić wrażenie. Realia okazały się zgoła odmienne, dla Patryka i Jacka jedyną atrakcją godną zobaczenia były małe tramwaje krążące po wąskich uliczkach lizbońskiej starówki. Pawła zachwyciła dzielnica Bairo Alto, która po 23 zaczyna swoje życie, a i oczywiście gdzie można napić się klasycznego iberyjskiego trunku czyli Sangrii – polecamy bardzo mocno, najlepiej zmrożoną!! Adrian i Piotrek zaś dużo bardziej pozytywnie ocenili stolicę Portugalii. Tak jak nasze zdania były odmienne tak i wygląda sama Lizbona. Jest to miasto ogromnych kontrastów, slumsy w niektórych miejscach wręcz przytulają się do bogatych osiedli. Warto zwiedzić obie strony. Przechadzając się wąskimi uliczkami o dziwo można natrafić na ślady Polaków. Niestety ale na wielu murach można spotkać ślady obecności polskich kiboli. Należy dodać jeszcze, że Lizbona ogromnie sobie plusuje wieczorem, warto wtedy zajrzeć na opisaną już wcześniej Bairo Alto. Nudy tam się raczej nie zazna. Kończąc opisywanie stolicy małe ostrzeżenie dla przyszłych podróżników… uwaga na nachalnych kelnerów, oraz przystawki i napoje serwowane bez waszej zgody. Nawet jeżeli niczego takiego nie zamawialiście to przyjdzie wam za to zapłacić – także gdy pozostanie to nieruszone na stołach. Po wyjechaniu z Lizbony przeżyliśmy także swój pierwszy poważny problem z noclegiem, niestety ale ziemia na półwyspie iberyjskim niemiło wita kempingowiczów – a szczególnie tych dzikich Bardzo długo szukaliśmy miejsca na nocleg i gdy już wydawało nam się, że jedyną opcją jest bus zaprosiła nas portugalską plaża. Mimo obaw miejsce było znakomite. Ostatnim etapem w Portugalii dla nas były nadmorskie kurorty położone w południowym regionie Algarve. Jadąc tam postanowiliśmy, że poszukamy dla siebie jakiejś dzikiej plaży. Miejsce znaleźliśmy idealne, lekko odosobnione od cywilizacji ale jednocześnie bezpieczne. Na południu przyszedł czas na odpoczynek, małe opalanko Pogoda dopisała, chillout się udał w 100 %. Byliśmy gotowi do dalszej drogi. Podsumowując Portugalia nas zawiodła, kraj ten okazał się suchy jak żarty Karola Strasburgera. Notorycznie mieliśmy problemy z internetem, którego nie było nawet w McDonaldach w Lizbonie! Ogólnie państwo wygląda na zaniedbane, panuje syf i brud. Ciężko polecić cokolwiek w ojczyźnie Cristiano Ronaldo Po prostu oczekiwaliśmy czegoś więcej.
Jesteśmy w kontakcie, trzymajcie kciuki! Ahoj!

Nasze wydawnictwa

  1. Przepisy eksploatacji urządzeń elektroenergetycznych
  2. Przepisy eksploatacji urządzeń cieplnych
  3. Przepisy eksploatacji urządzeń gazowych
  4. Kurs przygotowywawczy EGZAMIN KWALIFIKACYJNY